Alpy 2026 – dziennik podróży

Tegoroczne nasze wakacje upłynęły pod hasłem – góry, przełęcze, włoska kawa i pizza. Było wspinanie, był rower no i było nasze ukochane val di Mello. Poniżej znajdziecie naszą relacje z wyjazdu w Alpy.

4-17.07 wspin Aśki z Izą w Alpach 

Asia wyrusza 2 tyg wcześniej w Alpy z Izą na wspinanie. Wspinają się w Szwajcarii (Salbit, Albigna) i we Włoszech (val di Mello).

18-19.07 sobota – niedziela, dojazd do Szwajcarii 

W sobotę wyruszam z Szymkiem kamperem. Jedziemy przez Słowację i Austrię, aby finalnie spotkać się z Aśką, Izą i Przemkiem w niedzielę przy kolejce pod Albigna. Wieczorem zjeżdżamy nad lago di Mezzola.

20.07 poniedziałek, dojazd do val di Mello, San Martino 

W poniedziałek dojeżdżamy do San Martino, spotykamy się z Sylwią i Michałem. Wieczorem pizza w Fiorelli (polecamy tą pizzerię!) + przepak z Michałem na wspinanie na Badile. 

21-22.07 wtorek-środa, Cassin na Piz Badille

We wtorek rano meldujemy się na campingu w Sasso Remenno (będzie on naszą bazą przez następny tydzień). Koło południa Asia z Sylwią podrzucają nas na parking P1 w Bondo, skąd podchodzimy z Michałem do schroniska Sasc Fura a w środę robimy drogę Cassina na Piz Badile i schodzimy tego samego dnia do Bagni del Massino (co nie było najlepszym pomysłem). Pełną relację z naszego przejścia znajdziecie tutaj.

Asia w tym czasie spędza miło czas z Szymkiem w val di Mello na spacerach.

23-28.07 czwartek-wtorek, wspin w Mello, Sondrio, chill nad rzeką

W kolejnych dniach ja częściowo restuję na campie, Asia uskutecznia wspin z Izą i Przemkiem w okolicach schroniska Gianetti + wspin z Magdą w okolicach Bagni di Massino. Wspinamy się też na okolicznych skałkach. Warto dodać, że nad kempingiem jest sporo baldów (jak w całym val di Mello :)). Przy czym jeden z dużych kamoli został obity pod prowadzenie dla dzieci. Idąc od pn-wsch rogu kempingu do góry w las w kierunku wschodnim (pod górę w las) powinniśmy go łatwo znaleźć. 

29.07 środa, wyjazd z Mello, wąwóz Codera, Chiavenna

Przed południem wymeldowujemy się z campingu. Informacyjnie – dla stojących kamperem na parkingu nad rzeką jest stała opłata za samochód – 25 euro. Nie trzeba już płacić za osoby itp – więc to dość korzystna cena jak za camping. Stojący bezpośrednio na kempie chyba płacą regularną cenę (kamper + osoby).

Na popołudniowy chillout jedziemy do wąwozu Codera (parking). To fajne miejsce na piesze wycieczki jak i po prostu do posiedzenia nad rzeką i wodospadem. 

Po południu jedziemy na lody i pizze do Chiavenny (dogodny parking). Na wieczór przejeżdżamy na szwajcarską stronę i śpimy na parkingu pod kolejką do doliny Albigna. Warto na tym parkingu zjechać trochę niżej aby oddalić się od drogi – są tam dogodne miejsca.

30.07 czwartek, wyjazd z dzieciakami kolejką, wspin Albigna

Plan jest prosty: Aska z Magdą uderzają na wspinanie pierwszą kolejką na górę i zabierają poza szpejem ile się da sprzętu biwakowego. My z Adamem po południu (przerwa w działaniu kolejki jest od 11.30 do 13.30) wjeżdżamy z całą resztą tobołków i z dzieciakami. 

Generalnie udaje nam się go zrealizować, choć ilość bagaży trochę zaskoczyła nas, jak i człowieka z obsługi kolejki 🙂

Miejsc na rozłożenie namiotu pomiędzy kolejką a tamą zapory nie brakuje – warto poszukać takiego bardziej ustronnego (nie bezpośrednio przy szlaku). 

Namioty rozbijamy wieczorem, a do tego czasu robimy spacer po zaporze i po wodę (zaraz na końcu zapory jest wpadający do jeziora strumień). 

Dziewczyny kończą wspinanie, schodzą na dól i rozkładamy biwak. Noc miała byc pogodna, niemniej okazuje się, że będa jednak atrakcje w postaci burzy. Pakujemy wszystko do namiotów, naciągamy odciągi i dzieciaki mają pierwszą burzę w namiocie w górach – atrakcja sama w sobie 🙂

Nocleg : namioty w okolicach zapory Albigna

31.07 piatek, Buttamigiù, zjazd na dol, 

Rano uderzamy z Adamem ma drogę Buttamigiù. Droga ma realnie 4 wyciągi i maksymalne trudności 6b na 4-tym wyciągu. Zdecydowanie warta polecenia propozycja na Spazzacaldeira. Każdy (może poza 2-gim) z wyciągów to ciekawe i wymagające wspinanie. Droga jest dobrze obita – przy czym można zabrać kilka średnich friendów jakby ktoś chciał coś dołożyć. 

Warto zwrócić uwagę na przebieg drogi, bo przewodniki pokazują różnie jej przebieg. Na dole start do drogi jest podpisany. Dwa pierwsze wyciągi mają w miarę oczywisty przebieg – potem wybieramy pierwszą linię spitów na lewo od wielkiego zacięcia. Na 4-tym wyciągu droga biegnie  pobliżu charakterystycznego kantu – częściowo z niego trzeba korzystać. I jeszcze jedna sugestia – nie warto łączyć wyciągu 3-4 (jak sugeruje jedno z topo) – są za długie. 

Po drodze wracamy do złożonej już przez.dziewczyny bazy i po ich powrocie ze schroniska z dzieciakami, zjeżdżamy kolejką na dól. Tam się rozstajemy z Rysiami i jedziemy na nocleg nad nasze jezioro.

Nocujemy nad lago di Mezzola

1.08 sobota, jezioro di Mezzola, lody w Lecco, jezioro Edine 

Rano chillujemy nad jeziorem na plaży. Po południu jedziemy do Lecco na lody (wyborne) a potem w kierunku jeziora Edine i d’Iseo. Finalnie lądujemy na noclegu na Area Sosta Camper 

2.08 niedziela, rowerami nad lago d’Iseo, miasteczko Lovere, Aprica, Tirano

Rano uderzamy ścieżką rowerową w kierunku Lago d’Iseo. 6 km ciekawej wycieczki i docieramy do jeziora – tam krótka kąpiel i jedziemy do pobliskiego miasteczka Lovere. Miasteczko jest zjawiskowe i warto się trochę powłóczyć po wąskich uliczkach, wypić kawkę na placu przy jeziorze, odwiedzić bazylikę. Generalnie miejsce warte odwiedzenia. Po powrocie do kampera jedziemy w kierunku Tirano, po drodze zaliczając przystanek w fajnej miejscowości Aprica gdzie odbywał sie well-being-owy festiwal z ciekawym kiermaszem, masażami i koncertami.

Pod wieczór meldujemy się w Tirano by również odwiedzic zjawiskową bazylikę i posłuchac koncertu który sie odbywal przed nią. Na nocleg jedziemy na przełęcz przed Livingo. 

3.08 poniedziałek, Livigno: Rowerkiem wzdłuż rzeki, miasto wieczorem

Rano zjeżdżamy na dół do Livigno. Po drodze dostrzegamy lekko skonsternowani punkt celny a potem stacje benzynowe z cenami o 25% niższymi od regularnych. Okazuje się że cała dolina Livigno to strefa bezcłowa, stąd i niższe ceny takich produktów jak paliwo, alkohol, perfumy itp. 

Po dojeździe do miasta zatrzymujemy się na górnym parkingu kolejki Carosello 3000 (dobre miejsce na nocleg kamperem). Parkingi w centrum były mocno zatłoczone. Ściągamy rowery i jedziemy na północ w kierunku jeziorka przepiękną ścieżką rowerowa wzdluż rzeki. To świetna wycieczka z dzieciakami. Na końcu ścieżki, nad jeziorem jest knajpa, choć bywa mocno zatłoczona w porze obiadowej. Wracamy do miasta dnem jeziora – ma ono ostatnimi czasy bardzo niski stan. W mieście wjeżdża pizza i shopping. Wieczorem jeszcze wychodzimy na miasto na aperola i piwko.

Śpimy na wspomnianym wcześniej parkingu.

Generalnie w Livigno nie ma zbyt dużo zakazów kamperowania. Podczas naszego pobytu kempingi byly mocno nabite ludźmi i nocleg na wszelakich parkingach w okolicy miasta był praktykowany.

4.08 wtorek, single nad Livigno

Poprzedniego dnia dowiedzieliśmy się szczegółów jazdy i kolejek na Carosello. Jest tam kilkanaście tras rowerowych o zróżnicowanym stopniu trudności. Są proste, jak np Bike Academy, po harde czarne trasy. Całodniowy bilet rodzinny (2+1) na kolejki po tej stronie Livigno to 80 euro. Czyli calkiem przystepna cena. 

Generalnie trasy są rozmieszczone pomiędzy dwoma kolejkami: Carosello 3000 i Sitas. Ta pierwsza to gondolka, druga to gondolka + krzesło. Na krześle obsługa sama wiesza i ściąga rowery – więc generalnie można jechać całą rodziną na jednym krześle.

Generalnie obsłucha jest mega uprzejma. 

Co do samych tras, to ze szczytu kolejki Carosello jest fajna trasa niebieska (Coast to Coast) w kierunku dolnej stacji krzesełka Sitas. To jest kawałek zjazdu (5.5km zjazdu). Z górnej stacji krzesła Stias jest super trasa Bike Academy (przejechaliśmy ją 2x).  Są na niej fajne miejsca do ćwiczenia skoków, dropow itp. Z górnej stacji Sitas jest niebieska trasa Peak Flow która w połączeniu z drugą niebieską prowadzi do pośredniej stacji Carosello. Tak więc dzięki tym trasom możemy się przemieszczać pomiędzy tymi dwoma kolejkami. 

Dodatkowo zjechaliśmy do pośredniej stacji gondolki Sitas, z której startuje trasa Panoramico – ale ona wiąże się z pedałowaniem i pchaniem roweru, za to mamy piękne widoki na Livingo. Trasa nas doprowadzi do drogi dojazdowej do parkingu przy Carosello.

Na całym stoku jest też opcja zrobienia trasy Tutti Frutti Livigno – to ok 45km zjazdów o różnym stopniu trudności. 

Jedynym mankamentem dla jazdy z dzieciakiem jest to że z pośrednich stacji gondoli, nie ma opcji łatwego zjazdu na dól. Można zjeżdżać droga serwisowa/dojazdową, ale to średnia atrakcja i dość wymagający zjazd dla dzieciaka – stromy szuter (chyba lepiej wybrać zjazd gondolką).

Tak czy siak wrażenia jazdy są super. Jeśli dołożymy do tego fajny plac zabaw przy górnej stacji Carosello i ścieżkę dydaktyczną od pośredniej stacji w dól (pieszą!), to mamy super miejscówkę na wyjazd z dzieckiem na single tracki. 

Po powrocie do kampera ogarniamy się, robimy zakupy alkoholowe (!), tankujemy samochód pod korek i zjeżdżamy przez CH do Tirano.

Nocleg w Tirano niedaleko stacji kolejki Bernina Express. 

5.08 środa, Bernina Express, upał, termy, Stelvio 

Zgodnie z planami rano uderzamy na pociąg na przełęcz Bernina (konkretnie to do stacji Ospizio Bernina) – czyli sławny Bernina Express. Celowo jedziemy tylko do przełęczy (pociąg jedzie do St.Moritz), bo upał zapowiadali straszny i nam bardziej po drodze było z górami niż miastami (w St. Moritz już zresztą byliśmy). Meldujemy się on 8.30 na dworcu kolei Bernina i kupujemy bilety tam i z powrotem na pociąg regionalny. Na niego nie obowiązują rezerwacje – kto pierwszy ten lepszy. Na tej trasie nie kursują pociągi z wagonami panoramicznymi (tu chyba rezerwacja miejsca jest wymagana), ale wg nas nie ma sensu z nich korzystać, bo w tych wagonach nie ma możliwości otwarcia okna. Co więcej, chyba tylko do pociągów regionalnych doczepiane są na końcu wagony bez dachu – one dopiero dają fantastyczne wrażenia z podróży i je gorąco polecamy. 

Wracając – generalnie warto pojawić się kilkanaście minut wcześniej przed odjazdem pociągu, bo miejsca z rana się szybko zapełniają. 

Dla tych co nie wiedzą, Bernina express to brawurowo poprowadzona linia kolejowa która na relatywnie krótkim odcinku z Tirano do przełęczy Bernina pokonuje ponad 2000 m deniwelacji. A to dzięki całej masie wiaduktów, tuneli, serpentyn itp. To klasyczna kolej (tzw. adhezyjna, czyli bez zębatki w środku, która mozemy spotkac np w kolejce na Montenvers w Chamonix). To wszystko się dzieje w otoczeniu pięknych alpejskich szczytów – generalnie fantastyczne doświadczenie.

Niemniej nie należy ono do najtańszych – dla naszej trójki koszt przejazdu tam iz powrotem zamknął się kwotą ok 472 zl (pytać o bilet familijny). 

Kupujemy bilet ważny na jeden dzień – możemy wsiadać i wysiadać gdzie nam sie podoba. To szczególnie dobry pomysł w górnych odcinkach kolei (stacje Cavaglia, Alp Grum, Ospizio Bernina). Większość spektakularnych obiektów inżynieryjnych jest na tej właśnie trasie. 

Wracając do Tirano doświadczamy solidnego uderzenia upału (39 st). Dlatego zjeżdżamy nad rzekę aby poczekać aż słońce się schowa za górami. Potem jedziemy do Bormio na naturalne termy, by później zameldować się na nocleg na przełęczy Stelvio. Wyjazd na Stelvio pomimo 37 serpentyn jest bezproblemowy, bo jedziemy ok 21. Praktycznie nie ma ruchu samochodowego i jedzie się wygodnie. Nocleg w chłodzie i pod pięknymi gwiazdami 🙂

6.08, piątek, Stelvio, Trafoi, Bolazano, przełęcz Sattel.

Poranek mamy bardzo powolny – rozkoszując się widokami ze Stelvio. Po ogarze ruszamy na dół – zjazd ze Stelvio na tyrolską stronę jest bardziej wymagający, szczególnie że zjeżdżamy ok 11, w szczycie ruchu rowerowo-motocyklowego + wysokie temperatury.

Zjazd tak dużą budą wymaga czasem odczekania aby ustał ruch z naprzeciwka, aby udało się pokonać serpentynę. 

Przy okazji zjazdu obserwujemy też przewracające się motocykle na wirażach – chyba dla wszystkich Stelvio to szkoła życia. 

Dla nas też -tak  strome zjazdy kamperem przy pełnym słońcu = przegrzane hamulce. Dlatego też zaplanowaliśmy postój po zakończeniu serpentyn w miejscowości Trafoi, gdzie znajduje się ośrodek edukacyjny parku Ortler. Warto wpaść tam z dzieckiem. Bilet rodzinny kosztuje 7e a można fajnie spędzić czas z widokiem na masyw Ortlera. 

Później lądujemy przy rzece przy ciekawej grocie skalnej zaraz przy rzece – aby przeczekać upały. 

Po południu zjeżdżamy do Bolzano na zakupy i ciśniemy dalej na przełęcz Sattel pomiędzy Włochami a Austrią. Warto pamiętać jadąc na tą przełęcz, że ruch jest tam wahadłowy. Od strony Włoskiej, slot na wjazd jest od 30 do 45 min kazdej godziny (0-15 w drugą stronę). 

Zatrzymujemy się na noc na parkingu za przełęczą, po austriackiej stronie.

7.08, sobota wycieczka, wodospady i podróż

Rano budzimy się w pięknych okolicznościach przyrody i uderzamy po śniadaniu na krótką wycieczkę w góry. Generalnie okolica jest mocno urokliwa (góry, jeziorko, gospody) – zdecydowanie warto tam się zatrzymać.

Później przejeżdżamy kawałek i idziemy na spacer fajnym wąwozem do wodospadów (Aussichtspunkt Steinerfall).

W drodze powrotnej zaliczamy jeszcze wycieczkę do powiedeńskiego rejonu skalnego Peilstein. To grzbiet skalny na którego szczycie jest ciekawe schronisko i teren do rozbicia namiotów. W okolicach tego grzbietu jest kilka via ferrat – warto zabrać ze sobą uprząż i chociaż proste lonże. Ferraty są relatywnie proste i krótkie. Poza tym jest tam sporo wspinania – ale my z racji wysokiej temperatury sobie tą aktywność odpuściliśmy. 

Na wieczór dojeżdżamy finalnie do PL. 

Dania 2025

Dlaczego Dania?

Podróż do Danii planowaliśmy już od jakiegoś czasu. Od czasu naszej wizyty w Finlandii, Szwecji i Norwegii, Skandynawia bardzo przypadła nam do gustu. Osobną kwestią jest to, że przy obecnie panujących temperaturach na południu Europy, podróż w okresie letnim w kierunku północnym wydaje się najlepszym rozwiązaniem.

Poniżej znajdziecie kilka wskazówek odnośnie podróży do Danii i nasz dziennik podróży.

Protipy podróży do Dani kamperem

  1. Dania nie należy do tanich krajów. Dla tych co chcą trochę przyoszczędzić kasy – polecam przed wjazdem do niej zrobić większe zakupy w PL albo DE.
  2. Na miejscu warto kupować w sklepach takich jak Rema 1000 czy Lidl – ceny są tam wyraźniej niższe.
  3. Zatankujcie do pełna w DE – ceny paliwa w DE są odrobinę niższe od tych w Danii. Paliwo na duńskich stacjach(poza autostradami) jest na porównywalnym poziomie cenowym (niewielkie różnice).
  4. Kamperowanie, czyli nocowanie w aucie na parkingach jest generalnie w całej Danii zabronione, ale dopuszczalny jest tzw nocleg regeneracyjny. Tym samym mozna sie przespac na duzej czesci miejscówek o ile nie wywalamy całego majdanu kempingowego. Wyjątkiem są miejscówki na których wyraźnie jest zaznaczone (tablice informacyjne) że nie ma kamperowania w nocy – sugeruję się stosować do tych zaleceń.
  5. Jak zamierzacie wjeżdżać do większych miast – to bierzcie pod uwagę strefy czystego transportu – Miljozoner. Strefa dopuszcza samochody z normą Euro 4 lub wyższą. Dla samochodów wyprodukowanych przed 2016, konieczna jest rejestracja na ich stronie i załączenie skanu dokumentu potwierdzającego normę spalin pojazdu – powinniście to mieć wbite w dowód rejestracyjny. 
  6. Nie ma większych problemow z serwisem kampera w Danii. Jak dobrze poszukacie na Park4Nigt to znajdziecie sporo takich darmowych miejscówek poza kempingami, niemniej nie jest ich jakoś bardzo dużo – więc dobrze jest to planować z wyprzedzeniem.
  7. W Danii, jak w całej skandynawii jeździmy powoli i zgodnie z przepisami 🙂 Na drogach nie ma zbyt dużo policji i fotoradarów, niemniej wszyscy przestrzegają przepisów. Na wjeździe do praktycznie każdej większej miejscowości są ustawione mierniki prędkości i błyskają jak przekraczamy dozwolone 50km/h. Generalnie w teren zabudowany wjeżdżamy z predkoscia 50km/h, a nie dopiero zaczynamy zwalniać 🙂 W niektórych  miejscach zamontowane są tzw inteligentne progi zwalniające w postaci stalowej zapadni, która się otwiera (i towarzyszy temu wstrząs w samochodzie) dla kierowców przekraczających dopuszczalną prędkość. Dla tych jadących przepisowo – pozostaje zamknięta.
  8. Bilety na atrakcje/do muzeów lepiej kupować online (o ile jest taka możliwość) – jest przeważnie taniej. Jeżeli planujemy dłuższy pobyt w Kopenhadze, to warto rozważyć zakup Copenhagapass – bilet na komunikacje miejska i do większości muzeów. 
  9. Rowery – tak, zdecydowanie warto je zabrać ze sobą na wyjazd do Danii. To płaski kraj, co w połączeniu z doskonałą siecią ścieżek rowerowych, tworzy idealny zestaw do podróży rowerem. Przy ścieżkach rowerowych są też porozmieszczane schrony biwakowe, w których rowerzyści j wędrowcy mogą schronić się przed deszczem/przenocować. My mieliśmy rowery typu gravel na dość wąskich/miejskich oponach – bardziej optymalne byłyby opony trochę bardziej agresywne i szersze, niemniej nasze dały radę bez większego problemu. 

Dziennik podróży

Do Danii wjeżdżamy z lekkim poślizgiem, ze względu na front pogodowy, który nad nią panował. Dlatego i też od razu kierujemy się na północ Jutlandii a morze wattowe odwiedziliśmy później. 

23.07 środa, wycieczka rowerowa do Thyboron

Śpimy na parkingu przy plaży – TUTAJ.

Rano startujemy na wycieczke rowerowa do Thyboron. Najpierw jedziemy zachodnia mierzeją a wracamy wschodnią. 

Miasteczko ciekawe, warto wpaść do muzeum wojny (jest i muzeum morskie obok). Wycieczka była z gatunku tych wymagających, bo pokonaliśmy z dzieciakami prawie 40 km.

Wieczorem dojeżdżamy do pięknie położonej na klifie latarnii Bovbjerg. Schodzimy na dół schodami by podziwiać klify od strony morza. Powrót na górę odbył się przy użyciu grubej liny i błotnistej rynny – było ciekawie 🙂 Rynna i lina jest położona ok 100m metrów od schodów zejściowych.

Na koniec dnia podjeżdżamy jeszcze do Trans kościoła i jedziemy na miejscówke noclegową z widoczkiem – TUTAJ.

24.07 czwartek, park Thy

Rano uderzamy do miejscowości Vorupor, gdzie mieści się centrala parku Thy. Znim jednad do niej dotrzemy, to wbijamy na pobliska plaże na kilka godzin chill-out z surferami.

Potem idziemy oglądać wystawę w centrum parku (bardzo fajna i interaktywna) i ruszamy dalej – do wioski Stenbjerg.

To taka mała perełka na tym wybrzeżu. Jedna uliczka wiodąca do morza, przy niej kilka domków, na plaży kilka łódek i tyle. Niemniej wszystko położone w malowniczej scenerii zarośniętych wydm parku The, tworzy to super wrażenie.

Dalej jedziemy do mekki surferów (Cold Hawai), czyli do Klitmoller.

Miasteczko faktycznie kręci się głównie wokół surfingu i szkółek z nim związanych. Niemniej zdecydowanie warto tu wpaść aby poczuć ten klimat luzu, opalenizny i soli w potarganych włosach surferów 😉

Dalej jedziemy wybrzeżem (ach te krajobrazy) do Hanstholm. Tutaj naszym celem są bunkry przed miastem jak i forteca w mieście. Warto odwiedzić obie atrakcje. My byliśmy po godzinach pracy muzeum, ale i tak dużą część ekspozycji jest na zewnątrz i nie biletowana. Polecam zabrac czołówki, bo można pochodzić po głębokich bunkrach. Niemniej nie polecam tego ludziom o słabych nerwach (szczególnie bunkry przy fortecy) 😉

Na wieczór lądujemy na fantastycznym noclegu TUTAJ przy plaży, za wydmami.

25.07 piątek, latarnia na wydmach i Skagen

Leniwy i wietrzny poranek skończył się kąpielą w morzu i puszczaniem latawców na plaży.

Później przejeżdżamy do fantastycznej, położonej na wydmie latarnii Rubjerg Knude.

Zdecydowanie warto odwiedzić to miejsce, bo wygląda zjawiskowo. My dodatkowo mieliśmy atrakcje w postaci silnego wiatru i porwanego przez niego piasku, co stwarzało poczucie bycia w burzy piaskowej. Widok z latarnii jest fantastyczny, podobnie jak i możliwość chodzenia po okolicznych wydmach.

Następnie przejedziemy do Skagen, aby przespacerować się na cypel Grenen na którym Bałtyk łączy się z morzem północnym.

Z parkingu jest do przejścia ok 1.5km na cypel. Warto zrobić tą wycieczke (albo zaplacic za podwózkę dyliżansem). Zderzające się fale dwóch mórz robią ciekawe wrażenie.

Śpimy TUTAJ.

26.07 sobota, rower, bunkry, plaża

Rano jedziemy na krótką wycieczkę po lasach Elling (Blå rute) – fajna opcja na niezbyt wymagającą wycieczkę z dzieciakami. Po drodze jest polana wypoczynkowa z huśtawką nad rzeką. 

Następnie jedziemy do Bunkermuseum Bangsbo Fort. To kompleks dobrze zachowanych bunkrów – część z nich jest dostępna za darmo – łącznie z tym, z zachowanym dziełem. Jest też stary statek (chyba patrolowiec)  na parkingu.

W części płatnej dostępne są bunkry z wyposażeniem (rekonstrukcja).

Całość położona na widokowym wzgórzu – miejsce godne polecenia.

Po bunkrze jedziemy na plaże Lyngsa (Lyngsa Strand). Plaża jest wąska, niemniej parking mamy tuż obok. 

Na wieczór jedziemy do miasteczka Viborg.

Śpimy TUTAJ na fajnej miejscówce nad jeziorem.

27.07 niedziela, Monsted, Gamle By, Bilund

Rano ruszamy do kopalni wapna w Monsted Kalkgruber. To duża kopalnia łącznie z fabryką wapna (gaszonego/palonego). Ciekawe miejsce dla kogoś interesującego się geologią/techniką. 

Sama kopalnia może nie robi tak dużego wrażenia, bo formacje skalne/wyrobiska się powtarzają. Niemniej sama fabryka została super zaaranżowana i warto jej poświęcić więcej czasu. Obok niej jest też mały plac zabaw z drewnianymi nietoperzami.

Kolejnym naszym przystankiem jest Den Gamle By w Aarhus. Ciężko to nazwać – jest to osobna dzielnica-skansen, w której Duńczycy zrekonstruowali kawałek swojej historii. Można tam znaleźć domy i zabudowania z XV-XVI wieku aż po czasy współczesne. Całość jest w pełni interaktywna – można wejść do mieszkań, sklepów z innej epoki. Są też tam pracownicy odpowiednio ubrani, którzy prezentują życie danego czasu (kowale, szwaczki itp). Jest fajny oldschoolowy plac zabaw i dużo innych atrakcji – generalnie bomba. Zarezerwujcie sobie min 4h czasu a najlepiej cały dzień, bo atrakcji jest tam w opór. Parking TUTAJ.

Na koniec tego długiego dnia jeszcze zajeżdżamy do Billund i biegamy przed zamknięciem po placach zabaw położonych na dachach Lego House – Szymek był przeszczęśliwy do momentu kiedy ochroniarz nas nie wyrzucił o 20 🙂

Nocleg pod miastem TUTAJ.

28.07 poniedziałek, Legoland

Kiedyś musi nadejść taki czas w życiu rodzica przedszkolaka, że będzie musiał zawitać do takiego czy innego przybytku Lego. No i na nas też przyszedł czas i z rana uderzamy do Legolandu. Wizyta tam jest dość wymagającym doświadczeniem dla rodzica i trzeba ją dobrze zaplanować. 

Kilka porad odnośnie wizyty w Legoland:

  • przyjedźcie z rana (przed 10) tak aby ruszyć na atrakcje takie jak kolejki w pierwszej kolejności, zanim zbierze się więcej ludzi. Później można czekać i 45min do jednej atrakcji. Jedną z opcji aby tego uniknąć jest dokupienie jednego z pakietów Reserve & Ride. Już w najtańszej opcji nie musicie czekać w kolejce fizycznie, tylko wirtualnie w aplikacji i podejść na start atrakcji na konkretną godzinę, kiedy będzie wypadać Wasza kolej. Po całym dniu stania w kolejkach bez zastanowienia bym dokupił tą opcję.
  • zabierzcie sobie jedzenia/picia na cały dzień, o ile nie chcecie wydać na jedzenie 2x tyle co na bilety. Generalnie nie jest tam tanio.
  • przy każdej stacji startowej kolejki/atrakcji są szafki/regały na plecaki,
  • wiekszkość kolejek jest przeznaczona dla dzieciaków o wzroście powyżej 120cm, 
  • sprawdźcie sobie czynne parkingi – te przy legolandzie są płatne, ale kawałek dalej już nie. Jak macie rowery, to warto je wykorzystać i podjechać kawałek, a przy okazji zobaczyć trochę Billund,
  • zabierzcie sobie słuchawki/książkę, bo większość czasu spędzicie stojąc w kolejkach (no chyba że kupicie bilet z priorytetem),
  • nie polecam kupować zestawów klocków w sklepie na miejscu – są średnio 2x droższe niż w Polsce,
  • ściągnijcie sobie apkę Legolandu – możecie na niej śledzić długości kolejek, zaznaczyć atrakcje które już zaliczyliście itp.
  • kupujecie bilety przez Internet, warto do tego mieć kupon promocyjny z instrukcji klocków Lego. Dzięki niemu nie zapłacicie za dziecko.

Nie ma co się więcej rozpisywać o samym Legolandzie – to dobrze zrobiony park rozrywki dla młodszych dzieciaków. Ludzie z Lego umią te rzeczy dobrze ogarnąć tak aby przynosiły spore zyski.

Wieczorem przejeżdżamy na fajną miejscówkę w lesie, ok 15 min od Billund TUTAJ.

29.07 wtorek, Romo i Ribe

Po śniadaniu uderzamy w kierunku morza wattowego, a konkretnie na wyspę Romo.

Już sam przejazd przez groblę na wyspę jest ciekawy. Po dojechaniu na wyspę najpierw jedziemy na PN cypel aby tak zerknąć na panoramę z punktu widokowego, potem ciśniemy na główną plażę Romo (wjazd od Lakolk). Na tą plaże można wjechać samochodem, bo jest gigantyczna i robi niesamowite wrażenie. Przy wjeździe trzeba tylko uważać aby zatrzymać sie na twardym kawałku plaży, aby pózniej dało sie z niej wyjechać.

To zdecydowanie miejsce warte odwiedzenia (koniecznie z latawcem).

Po plaży jedziemy na parking przy kościele św Klemensa, spod którego ruszamy na Panoramarute. Przebijamy się do odcinka biegnącego zachodnią częścią i malowniczą ścieżką docieramy do plaży Romo Sonderstrand. I tam kolejne zaskoczenie – olbrzymie połacie piasku zalane kilku cm wody.  Można po tym chodzic, biegac, jezdzic na piaskowych bojerach – super sprawa.

Na koniec dnia jeszcze jedziemy do Ribe – małego i klimatycznego miasteczka. 

Znajdziemy tu piękny rynek z dużą katedrą, kanaĺy, mosty i dużą ilość budynków z dawnej epoki. Zdecydowanie warto tu przyjechać.

Na wieczór przejeżdżamy już na wyspę Fyn i śpimy TUTAJ, koło dużego placu zabaw.

30.07 środa, Fyn i przejazd na Zelandię

Jak się okazuje rano, parkujemy obok budynku Naturcenter – centrum edukacji dla dzieciaków. Czegoś takiego jeszcze nie widzieliśmy. Otwarty budynek,  a w środku sale z eksponatami zwierząt, mikroskopy z próbkami owadów, rysowanki dla dzieci, teleskop do obserwowania natury, a do tego kuchnia z kawą i herbatą. I to wszystko (+ super plac zabaw) dostępne bez zadnej oplaty/obsługi. Francuzi z kampera obok też nie mogli się nadziwić 🙂 To się nazywa zaufanie społeczne.

Jedziemy dalej, tym razem do miasteczka Faaborg. Niestety padający deszcz ograniczył trochę nasze zwiedzanie, ale miasteczko faktycznie klimatyczne i warte zobaczenia. 

Pod wieczór przejeżdżamy na Zelandię w kierunku Kopenhagi. Wiąże się to z pokonaniem płatnego mostu Storebæltbroen nad Wielkim Bełtem.

Most jest gigantyczny i robi niesamowite wrażenie. Punkt poboru opłat jest po stronie Zelandii. Koszt przeprawy dla naszego kampera to 350 DKK.

Na wieczór lądujemy na parkingu nad jeziorem TUTAJ.

31.07 czwartek: Roskilde i Kopenhaga

Rano uderzamy do Roskilde – celem zobaczenia miasteczka i katedry. Roskilde to stara stolica Danii i to widac po katedrze. Duza, okazala i z całą ilością historii i grobowców królów. Fajne miejsce do zobaczenia dla kogoś, kogo interesuje historia. Samo miasto też ciekawe, ale nie jakieś powalające. Dla zainteresowanych, na nabrzeżu jest jeszcze muzeum Wikingów z łodziami, którymi można popłynąć. 

Po południu zajeżdżamy na parking TUTAJ do Kopenhagi, na którym spędzimy 2 noce. Parking darmowy i z trawką i niedaleko Copenhill. 

Do centrum uderzamy rowerami, co wydaje sie najlepsza opcją poruszania po tym mieście. Tylko uważajcie z dzieciakami, ruch rowerowy w tym mieście jest duży, niemniej ilość infrastruktury rowerowej robi wrażenie.

Zaliczamy poszczególne atrakcje jak kościoły, zamki, syrenkę itp -jak dla mnie główną wartością jest wczucie się w klimat tego miasta, które jest niesamowite.

Wracamy późnym wieczorem na naszą miejscówkę.

1.08 piątek, Kopenhaga

Rano uderzamy na CopenHill – jest to budynek spalarni i jednocześnie elektrociepłowni dla Kopenhagi.

Pełni on też funkcje stoku narciarskiego (na dachu), wzgórza do chodzenia (ścieżki zaaranżowane na charakter górskich) jak i najwyższej sztucznej ścianki wspinaczkowej w Europie (wygląda mega). Generalnie super miejsce. Na jego szczyt można dostać się schodami lub windą. To drugi sposób polecam zaliczyć, bo winda jest szklana i można zobaczyć od środka jak wygląda spalarnia.

Potem pojechaliśmy na tradycyjna zmianę warty pod pałacem Amalienborg. Warto to zobaczyć, ale trwa to ok 30 min – można tylko pierwsza czesc.

Potem jedziemy pod pałac Rosenborg i dalej na dach duńskiego instytutu filmowego (wstęp za free). To ostatnie możemy szczerze polecić – widok fantastyczny, a na dachu jest szereg atrakcji dla dzieci i dorosłych.

Potem ciśniemy do parku Tivoli. To jest generalnie atrakcja na cały dzień – my kupiliśmy zwykły bilet wstępu (bez kolejek) bo czasowo byśmy się nie wyrobili. Tivoli to jeden ze starszych parków rozrywki i zdecydowanie go warto zobaczyć. Poza kolejkami jest tam cała masa innych atrakcji (restauracje, sceny, stawy, plac zabaw). Do tego wieczorem są tam przeważnie koncerty. Wieczorem park robi dodatkowe wrażenie – bo jest fantastycznie oświetlony. 

W Kopenhadze warto jeszcze odwiedzić dzielnice Christiana – gdzie znajdziemy trochę inny klimat, bardziej luźny/niezależny 😉 i artystyczny. Warto poczytać też o historii tej dzielnicy. 

Wracamy późno i wyjeżdżamy z miasta – śpimy na parkingu przy morzu. 

2.08 sobota

Wstajemy i po krótkiej kąpieli w morzu ruszamy w kierunku klifów w Mons – wpisanych w tym roku na listę UNESCO. 

Po drodze serwisujemy kampera na świetnym miejscu na postój (nad zatoką) – TUTAJ.

Po dojechaniu do drogi wiodącej do klifów, zostawiamy samochód na darmowym parkingu wcześniej – TUTAJ. Parking przy centrum parku kosztuje 40 DKK. My chcieliśmy pojechać rowerami najpierw do północnego zejścia (Rode Udfald) – niestety okazało się ono zamknięte i przeszliśmy szlakiem do zejścia przy centrum głownie pchając rowery 🙁 Więc najlepiej pojechać rowerami do budynku centrali parku i tam zejść sobie ma dól na plaże pod klify, ewentualnie później przejść się szlakiem wzdłuż szczytu klifów. Nam niestety nie starczyło czasu aby też zobaczyć wystawę w centrum parku – podobno jest warta by za nią zapłacić.

Same klify robią wrażenie i warto też zejść do ich podstawy schodami. 

Na wieczór przejeżdżamy do Rodby na prom do Puttgarden w Niemczech. Promy kursują regularnie przeważnie co 30 min. Bilet jaki kupujemy jest na konkretną godzinę, ale obowiązuje na wszystkie promy w danym dniu, w zależności od dostępności miejsc. Na tym promie nie ma dokładnego parkowania i dociskania samochodów, jak to było np. Na promie na Korsykę. To jest szybka przeprawa i szybki załadunek. Nas bilet kosztował 111 euro, co wydaje się korzystnym rozwiązaniem na powrót, biorąc pod uwagę koszty mostu Fionia-Zelandia, koszty paliwa i oszczędności czasu. Polecamy tą opcję jako domknięcie pętli po Danii.

Swoją drogą, na odcinku Rodby-Puttgarden jest aktualnie budowany tunel drogowy. Można zobaczyć jak to jest realizowane w Legolandzie na jednej z części miasteczka z klocków.

Śpimy pod Lubeką i kolejnego dnia wracamy do Polski.

Turcja – Kapadocja i centralna Anatolia

3.11 niedziela, Kapadocja

Budzik dzwoni i zwlekamy się z łóżek, aby podziwiać balony – no i faktycznie są 🙂 O tej godzinie to dopiero się rozgrzewają na ziemi, niemniej i tak robi to wrażenie. 

Potem startują, świt i kolory – niesamowite wrażenia estetyczne. Na dodatek okazało się, że miejsce w którym stoimy, jest tym w którym część balonów ląduje, więc mamy dodatkową atrakcję 🙂 

Balony nad Goerme
Continue reading “Turcja – Kapadocja i centralna Anatolia”

Turcja – podróż, Stambuł, Safranbolu

28.10, poniedziałek, trip start,

Wyjeżdżamy z Żywca i jedziemy w kierunku Baile Herculane, gdzie planujemy się spotkać z resztą ekipy. Nocujemy gdzieś na Węgrzech.

29.10, wtorek, Baile Herculane

Dojeżdżamy po południu do ekipy w Baile Herculane w sam raz na kąpiel w darmowych termach przy rzece. W Baile można się jeszcze powspinać (Michał z Piotrkiem tak zrobili). Baile Herculane to założone przez rzymian uzdrowisko – zdecydowanie warto tam przyjechać i zobaczyć te stare zabudowania i skorzystać ze źródeł termalnych. 

Po kąpieli jedziemy na zakole Dunaju na nocleg jeszcze po rumuńskiej stronie.  

Nocleg na zakolu Dunaju w Rumunii
Continue reading “Turcja – podróż, Stambuł, Safranbolu”

Wspinanie z dzieckiem – Aosta i pn Arco

Kolejny rok, kolejny długi wspinaczkowy wyjazd wakacyjny z dzieckiem. Mógłbym napisać, że było wspaniale, dzieci radośnie się bawiły, zasypiały na żądanie, a my zaś siekaliśmy drogi jedna za drugą. Wspinaczkowo-rodzinna idylla. 

Jednak tak nie było 🙂 Wspinanie z dzieciakami, to skomplikowana kombinacja logistyki, planowania i dużej dozy cierpliwości/alkoholu :). Łatwo nie jest, ale da się – niemniej trzeba precyzyjnie dobierać rejony wspinaczkowe. 

Continue reading “Wspinanie z dzieckiem – Aosta i pn Arco”