Tegoroczne nasze wakacje upłynęły pod hasłem – góry, przełęcze, włoska kawa i pizza. Było wspinanie, był rower no i było nasze ukochane val di Mello. Poniżej znajdziecie naszą relacje z wyjazdu w Alpy.
4-17.07 wspin Aśki z Izą w Alpach
Asia wyrusza 2 tyg wcześniej w Alpy z Izą na wspinanie. Wspinają się w Szwajcarii (Salbit, Albigna) i we Włoszech (val di Mello).
18-19.07 sobota – niedziela, dojazd do Szwajcarii
W sobotę wyruszam z Szymkiem kamperem. Jedziemy przez Słowację i Austrię, aby finalnie spotkać się z Aśką, Izą i Przemkiem w niedzielę przy kolejce pod Albigna. Wieczorem zjeżdżamy nad lago di Mezzola.

20.07 poniedziałek, dojazd do val di Mello, San Martino
W poniedziałek dojeżdżamy do San Martino, spotykamy się z Sylwią i Michałem. Wieczorem pizza w Fiorelli (polecamy tą pizzerię!) + przepak z Michałem na wspinanie na Badile.

21-22.07 wtorek-środa, Cassin na Piz Badille
We wtorek rano meldujemy się na campingu w Sasso Remenno (będzie on naszą bazą przez następny tydzień). Koło południa Asia z Sylwią podrzucają nas na parking P1 w Bondo, skąd podchodzimy z Michałem do schroniska Sasc Fura a w środę robimy drogę Cassina na Piz Badile i schodzimy tego samego dnia do Bagni del Massino (co nie było najlepszym pomysłem). Pełną relację z naszego przejścia znajdziecie tutaj.



Asia w tym czasie spędza miło czas z Szymkiem w val di Mello na spacerach.



23-28.07 czwartek-wtorek, wspin w Mello, Sondrio, chill nad rzeką
W kolejnych dniach ja częściowo restuję na campie, Asia uskutecznia wspin z Izą i Przemkiem w okolicach schroniska Gianetti + wspin z Magdą w okolicach Bagni di Massino. Wspinamy się też na okolicznych skałkach. Warto dodać, że nad kempingiem jest sporo baldów (jak w całym val di Mello :)). Przy czym jeden z dużych kamoli został obity pod prowadzenie dla dzieci. Idąc od pn-wsch rogu kempingu do góry w las w kierunku wschodnim (pod górę w las) powinniśmy go łatwo znaleźć.





29.07 środa, wyjazd z Mello, wąwóz Codera, Chiavenna
Przed południem wymeldowujemy się z campingu. Informacyjnie – dla stojących kamperem na parkingu nad rzeką jest stała opłata za samochód – 25 euro. Nie trzeba już płacić za osoby itp – więc to dość korzystna cena jak za camping. Stojący bezpośrednio na kempie chyba płacą regularną cenę (kamper + osoby).

Na popołudniowy chillout jedziemy do wąwozu Codera (parking). To fajne miejsce na piesze wycieczki jak i po prostu do posiedzenia nad rzeką i wodospadem.

Po południu jedziemy na lody i pizze do Chiavenny (dogodny parking). Na wieczór przejeżdżamy na szwajcarską stronę i śpimy na parkingu pod kolejką do doliny Albigna. Warto na tym parkingu zjechać trochę niżej aby oddalić się od drogi – są tam dogodne miejsca.

30.07 czwartek, wyjazd z dzieciakami kolejką, wspin Albigna
Plan jest prosty: Aska z Magdą uderzają na wspinanie pierwszą kolejką na górę i zabierają poza szpejem ile się da sprzętu biwakowego. My z Adamem po południu (przerwa w działaniu kolejki jest od 11.30 do 13.30) wjeżdżamy z całą resztą tobołków i z dzieciakami.


Generalnie udaje nam się go zrealizować, choć ilość bagaży trochę zaskoczyła nas, jak i człowieka z obsługi kolejki 🙂
Miejsc na rozłożenie namiotu pomiędzy kolejką a tamą zapory nie brakuje – warto poszukać takiego bardziej ustronnego (nie bezpośrednio przy szlaku).
Namioty rozbijamy wieczorem, a do tego czasu robimy spacer po zaporze i po wodę (zaraz na końcu zapory jest wpadający do jeziora strumień).

Dziewczyny kończą wspinanie, schodzą na dól i rozkładamy biwak. Noc miała byc pogodna, niemniej okazuje się, że będa jednak atrakcje w postaci burzy. Pakujemy wszystko do namiotów, naciągamy odciągi i dzieciaki mają pierwszą burzę w namiocie w górach – atrakcja sama w sobie 🙂
Nocleg : namioty w okolicach zapory Albigna
31.07 piatek, Buttamigiù, zjazd na dol,
Rano uderzamy z Adamem ma drogę Buttamigiù. Droga ma realnie 4 wyciągi i maksymalne trudności 6b na 4-tym wyciągu. Zdecydowanie warta polecenia propozycja na Spazzacaldeira. Każdy (może poza 2-gim) z wyciągów to ciekawe i wymagające wspinanie. Droga jest dobrze obita – przy czym można zabrać kilka średnich friendów jakby ktoś chciał coś dołożyć.

Warto zwrócić uwagę na przebieg drogi, bo przewodniki pokazują różnie jej przebieg. Na dole start do drogi jest podpisany. Dwa pierwsze wyciągi mają w miarę oczywisty przebieg – potem wybieramy pierwszą linię spitów na lewo od wielkiego zacięcia. Na 4-tym wyciągu droga biegnie pobliżu charakterystycznego kantu – częściowo z niego trzeba korzystać. I jeszcze jedna sugestia – nie warto łączyć wyciągu 3-4 (jak sugeruje jedno z topo) – są za długie.

Po drodze wracamy do złożonej już przez.dziewczyny bazy i po ich powrocie ze schroniska z dzieciakami, zjeżdżamy kolejką na dól. Tam się rozstajemy z Rysiami i jedziemy na nocleg nad nasze jezioro.
Nocujemy nad lago di Mezzola
1.08 sobota, jezioro di Mezzola, lody w Lecco, jezioro Edine
Rano chillujemy nad jeziorem na plaży. Po południu jedziemy do Lecco na lody (wyborne) a potem w kierunku jeziora Edine i d’Iseo. Finalnie lądujemy na noclegu na Area Sosta Camper
2.08 niedziela, rowerami nad lago d’Iseo, miasteczko Lovere, Aprica, Tirano
Rano uderzamy ścieżką rowerową w kierunku Lago d’Iseo. 6 km ciekawej wycieczki i docieramy do jeziora – tam krótka kąpiel i jedziemy do pobliskiego miasteczka Lovere. Miasteczko jest zjawiskowe i warto się trochę powłóczyć po wąskich uliczkach, wypić kawkę na placu przy jeziorze, odwiedzić bazylikę. Generalnie miejsce warte odwiedzenia. Po powrocie do kampera jedziemy w kierunku Tirano, po drodze zaliczając przystanek w fajnej miejscowości Aprica gdzie odbywał sie well-being-owy festiwal z ciekawym kiermaszem, masażami i koncertami.


Pod wieczór meldujemy się w Tirano by również odwiedzic zjawiskową bazylikę i posłuchac koncertu który sie odbywal przed nią. Na nocleg jedziemy na przełęcz przed Livingo.

3.08 poniedziałek, Livigno: Rowerkiem wzdłuż rzeki, miasto wieczorem
Rano zjeżdżamy na dół do Livigno. Po drodze dostrzegamy lekko skonsternowani punkt celny a potem stacje benzynowe z cenami o 25% niższymi od regularnych. Okazuje się że cała dolina Livigno to strefa bezcłowa, stąd i niższe ceny takich produktów jak paliwo, alkohol, perfumy itp.

Po dojeździe do miasta zatrzymujemy się na górnym parkingu kolejki Carosello 3000 (dobre miejsce na nocleg kamperem). Parkingi w centrum były mocno zatłoczone. Ściągamy rowery i jedziemy na północ w kierunku jeziorka przepiękną ścieżką rowerowa wzdluż rzeki. To świetna wycieczka z dzieciakami. Na końcu ścieżki, nad jeziorem jest knajpa, choć bywa mocno zatłoczona w porze obiadowej. Wracamy do miasta dnem jeziora – ma ono ostatnimi czasy bardzo niski stan. W mieście wjeżdża pizza i shopping. Wieczorem jeszcze wychodzimy na miasto na aperola i piwko.

Śpimy na wspomnianym wcześniej parkingu.
Generalnie w Livigno nie ma zbyt dużo zakazów kamperowania. Podczas naszego pobytu kempingi byly mocno nabite ludźmi i nocleg na wszelakich parkingach w okolicy miasta był praktykowany.
4.08 wtorek, single nad Livigno
Poprzedniego dnia dowiedzieliśmy się szczegółów jazdy i kolejek na Carosello. Jest tam kilkanaście tras rowerowych o zróżnicowanym stopniu trudności. Są proste, jak np Bike Academy, po harde czarne trasy. Całodniowy bilet rodzinny (2+1) na kolejki po tej stronie Livigno to 80 euro. Czyli calkiem przystepna cena.

Generalnie trasy są rozmieszczone pomiędzy dwoma kolejkami: Carosello 3000 i Sitas. Ta pierwsza to gondolka, druga to gondolka + krzesło. Na krześle obsługa sama wiesza i ściąga rowery – więc generalnie można jechać całą rodziną na jednym krześle.

Generalnie obsłucha jest mega uprzejma.
Co do samych tras, to ze szczytu kolejki Carosello jest fajna trasa niebieska (Coast to Coast) w kierunku dolnej stacji krzesełka Sitas. To jest kawałek zjazdu (5.5km zjazdu). Z górnej stacji krzesła Stias jest super trasa Bike Academy (przejechaliśmy ją 2x). Są na niej fajne miejsca do ćwiczenia skoków, dropow itp. Z górnej stacji Sitas jest niebieska trasa Peak Flow która w połączeniu z drugą niebieską prowadzi do pośredniej stacji Carosello. Tak więc dzięki tym trasom możemy się przemieszczać pomiędzy tymi dwoma kolejkami.

Dodatkowo zjechaliśmy do pośredniej stacji gondolki Sitas, z której startuje trasa Panoramico – ale ona wiąże się z pedałowaniem i pchaniem roweru, za to mamy piękne widoki na Livingo. Trasa nas doprowadzi do drogi dojazdowej do parkingu przy Carosello.
Na całym stoku jest też opcja zrobienia trasy Tutti Frutti Livigno – to ok 45km zjazdów o różnym stopniu trudności.
Jedynym mankamentem dla jazdy z dzieciakiem jest to że z pośrednich stacji gondoli, nie ma opcji łatwego zjazdu na dól. Można zjeżdżać droga serwisowa/dojazdową, ale to średnia atrakcja i dość wymagający zjazd dla dzieciaka – stromy szuter (chyba lepiej wybrać zjazd gondolką).
Tak czy siak wrażenia jazdy są super. Jeśli dołożymy do tego fajny plac zabaw przy górnej stacji Carosello i ścieżkę dydaktyczną od pośredniej stacji w dól (pieszą!), to mamy super miejscówkę na wyjazd z dzieckiem na single tracki.
Po powrocie do kampera ogarniamy się, robimy zakupy alkoholowe (!), tankujemy samochód pod korek i zjeżdżamy przez CH do Tirano.
Nocleg w Tirano niedaleko stacji kolejki Bernina Express.
5.08 środa, Bernina Express, upał, termy, Stelvio
Zgodnie z planami rano uderzamy na pociąg na przełęcz Bernina (konkretnie to do stacji Ospizio Bernina) – czyli sławny Bernina Express. Celowo jedziemy tylko do przełęczy (pociąg jedzie do St.Moritz), bo upał zapowiadali straszny i nam bardziej po drodze było z górami niż miastami (w St. Moritz już zresztą byliśmy). Meldujemy się on 8.30 na dworcu kolei Bernina i kupujemy bilety tam i z powrotem na pociąg regionalny. Na niego nie obowiązują rezerwacje – kto pierwszy ten lepszy. Na tej trasie nie kursują pociągi z wagonami panoramicznymi (tu chyba rezerwacja miejsca jest wymagana), ale wg nas nie ma sensu z nich korzystać, bo w tych wagonach nie ma możliwości otwarcia okna. Co więcej, chyba tylko do pociągów regionalnych doczepiane są na końcu wagony bez dachu – one dopiero dają fantastyczne wrażenia z podróży i je gorąco polecamy.

Wracając – generalnie warto pojawić się kilkanaście minut wcześniej przed odjazdem pociągu, bo miejsca z rana się szybko zapełniają.

Dla tych co nie wiedzą, Bernina express to brawurowo poprowadzona linia kolejowa która na relatywnie krótkim odcinku z Tirano do przełęczy Bernina pokonuje ponad 2000 m deniwelacji. A to dzięki całej masie wiaduktów, tuneli, serpentyn itp. To klasyczna kolej (tzw. adhezyjna, czyli bez zębatki w środku, która mozemy spotkac np w kolejce na Montenvers w Chamonix). To wszystko się dzieje w otoczeniu pięknych alpejskich szczytów – generalnie fantastyczne doświadczenie.
Niemniej nie należy ono do najtańszych – dla naszej trójki koszt przejazdu tam iz powrotem zamknął się kwotą ok 472 zl (pytać o bilet familijny).
Kupujemy bilet ważny na jeden dzień – możemy wsiadać i wysiadać gdzie nam sie podoba. To szczególnie dobry pomysł w górnych odcinkach kolei (stacje Cavaglia, Alp Grum, Ospizio Bernina). Większość spektakularnych obiektów inżynieryjnych jest na tej właśnie trasie.

Wracając do Tirano doświadczamy solidnego uderzenia upału (39 st). Dlatego zjeżdżamy nad rzekę aby poczekać aż słońce się schowa za górami. Potem jedziemy do Bormio na naturalne termy, by później zameldować się na nocleg na przełęczy Stelvio. Wyjazd na Stelvio pomimo 37 serpentyn jest bezproblemowy, bo jedziemy ok 21. Praktycznie nie ma ruchu samochodowego i jedzie się wygodnie. Nocleg w chłodzie i pod pięknymi gwiazdami 🙂
6.08, piątek, Stelvio, Trafoi, Bolazano, przełęcz Sattel.
Poranek mamy bardzo powolny – rozkoszując się widokami ze Stelvio. Po ogarze ruszamy na dół – zjazd ze Stelvio na tyrolską stronę jest bardziej wymagający, szczególnie że zjeżdżamy ok 11, w szczycie ruchu rowerowo-motocyklowego + wysokie temperatury.

Zjazd tak dużą budą wymaga czasem odczekania aby ustał ruch z naprzeciwka, aby udało się pokonać serpentynę.
Przy okazji zjazdu obserwujemy też przewracające się motocykle na wirażach – chyba dla wszystkich Stelvio to szkoła życia.

Dla nas też -tak strome zjazdy kamperem przy pełnym słońcu = przegrzane hamulce. Dlatego też zaplanowaliśmy postój po zakończeniu serpentyn w miejscowości Trafoi, gdzie znajduje się ośrodek edukacyjny parku Ortler. Warto wpaść tam z dzieckiem. Bilet rodzinny kosztuje 7e a można fajnie spędzić czas z widokiem na masyw Ortlera.
Później lądujemy przy rzece przy ciekawej grocie skalnej zaraz przy rzece – aby przeczekać upały.

Po południu zjeżdżamy do Bolzano na zakupy i ciśniemy dalej na przełęcz Sattel pomiędzy Włochami a Austrią. Warto pamiętać jadąc na tą przełęcz, że ruch jest tam wahadłowy. Od strony Włoskiej, slot na wjazd jest od 30 do 45 min kazdej godziny (0-15 w drugą stronę).
Zatrzymujemy się na noc na parkingu za przełęczą, po austriackiej stronie.
7.08, sobota wycieczka, wodospady i podróż
Rano budzimy się w pięknych okolicznościach przyrody i uderzamy po śniadaniu na krótką wycieczkę w góry. Generalnie okolica jest mocno urokliwa (góry, jeziorko, gospody) – zdecydowanie warto tam się zatrzymać.

Później przejeżdżamy kawałek i idziemy na spacer fajnym wąwozem do wodospadów (Aussichtspunkt Steinerfall).

W drodze powrotnej zaliczamy jeszcze wycieczkę do powiedeńskiego rejonu skalnego Peilstein. To grzbiet skalny na którego szczycie jest ciekawe schronisko i teren do rozbicia namiotów. W okolicach tego grzbietu jest kilka via ferrat – warto zabrać ze sobą uprząż i chociaż proste lonże. Ferraty są relatywnie proste i krótkie. Poza tym jest tam sporo wspinania – ale my z racji wysokiej temperatury sobie tą aktywność odpuściliśmy.

Na wieczór dojeżdżamy finalnie do PL.




























































